Blog > Komentarze do wpisu
Recenzja książki "Ogry"
Ogry... Zielone, paskudne, tępe stworzenia, nie zdolne do niczego poza zaspokajaniem swoich pierwotnych potrzeb. No i są zabójczo niebezpieczne. Ten stereotyp po raz pierwszy w świadomości masowego odbiorcy, próbował złamać Dreamworks z skądinąd świetnym "Shreckiem", a teraz Stephan Russbult ze swoją powieścią "Ogry".

ogryWydana w 2008 roku u naszych zachodnich sąsiadów książka, dopiero w tym roku trafiła na nasz rynek nakładem wydawnictwa Pascal. Ponieważ jest to jedyna odpowiedź googli na nazwisko autora, wnioskuję iż jest to jego debiut, a jeżeli tak, to całkiem udany!

 

Historia, którą próbuje nam sprzedać autor jest całkiem sztampowa. Ktoś znajduje magiczny przedmiot i dzięki temu staje się bohaterem. Z tym że tym razem jest on trochę bardziej zielony, trochę bardziej śmierdzący, a na dodatek inteligentny. Mogda, bo tak ów przystojniaczek ma na imię, szukając jedzenia zabija dwóch pachołków i maga. Ale nie takiego wioskowego szarlatana naciągającego wieśniaków na przywoływanie deszczu, tylko takiego prawdziwego, z kapeluszem, księgami i magicznymi artefaktami. I już chciał wyrzucić jego truchło w lesie, gdy nagle spostrzegł na jego szyi piękny klejnot. Postanawia go wymienić za jedzenie, jednakże po jego założeniu wnika on w jego skórę i obdarza naszego zielonego koleżkę czymś, czego nigdy wcześniej nie czuł. Inteligencją. Mogda zaczyna się uczyć w wieży, a gdzieś tam w oddali wybucha wojna PWSC (Przymierza wszelakich stworów ciemności) z ludźmi. I zgadnijcie, kto uratuje będzie musiał uratować tysiące ludzkich istnień??

 

Sam początek fabuły jest banalny. Lecz potem jest już tylko lepiej. Może autor nie używa wyszukanego języka (a może to kwestia przekładu), lecz Mogda dopiero zaczyna obcowanie z takimi rzeczami jak mądrość, kultura, czy etykieta, więc nie za bardzo jest się do czego przyczepić. Na dodatek sposób w jaki obchodzi się z sztampą fantasy, powoduje że książkę czyta się na prawdę przyjemne, a co najważniejsze nie nuży. Kolejnym atutem książki jest humor. Jest trochę odwołań do innych książek, czy ikon podkultury (magiczne ostrze, które kiedyś było wbite w skałę, a teraz dzierży je dwugłowy wściekły pobratymiec Mogdy), ale przede wszystkim króluje tutaj żart sytuacyjny, jak np. rozmowy Mogdy z innymi stworami ciemności. Książka jest dość gruba, aby zająć na parę godzin, a jednocześnie na tyle krótka, że da się ją przeczytać "na raz" (co w przypadku dzieł nie będących czymś tak epickim jak... "Silimarilion" chociażby, jest dla mnie plusem). Również zapierający dech w piersiach (o ile ktoś ma wyobraźnię) finał powinien usatysfakcjonować nawet największych malkontentów.

 

Napisałem na początku że książka jest "całkiem dobra". Ile jest więc dziegdzi w tym słoju miodu, że nie da się tej książki nazwać ideałem. Po pierwsze papier. Nie lubię kredowego papieru, a ten tutaj jest najgorszy z możliwych. Przypomina papier toaletowy, a więc w momencie zalania książki przez nieuwagę dramat murowany. Po drugie, nie wiem jak z innymi książkami wydawnictwa Pascal, ale "Ogry" mają kiepską ilustrację na okładce ( przypomina mi to serie fantastyki wydawnictwa Amber z początku lat 90-tych, które mimo pokazania Polsce takich perełek jak "Belgariada" wydawało wszystko jak Harlequiny). Z tyłu mamy opis książki i jakieś cytaty, ale nigdzie nie znajdziemy informacji o autorze. A wydawałoby się, że w dzisiejszych czasach to już standard. Jeżeli zaś chodzi o samą książkę, to ma ona jedną poważną wadę. Tak jak papier na którym została wydrukowana jest... jednorazowa. To nie jest tytuł, który można czytać raz za razem. Zastosowanie żartu ironicznego, powoduje że dopiero po odczekaniu dłuższego czasu będziemy się przy niej tak samo dobrze bawić, jak za pierwszym razem. Ponadto, mimo kilku genialnych sytuacji, są też takie, które miały chyba śmieszyć, a w najlepszym przypadku.... żenują. Może nie są kontrowersyjne, obrzydliwe, czy też gorszące, ale po prostu nie wiadomo, czy się śmiać, czy też płakać.

 

Stephen Russbult, postarał się wgłębić w psychikę ogrów i pokazać nam, że nie są ani tak straszne, ani tak niebezpieczne, jak nam się wmawia od czasów Tolkiena. Zrobił to w dość śmieszny i przekonywujący sposób, na tyle abym mógł z czystym sumieniem polecić ten tytuł. "Ogry" zapewne, nie staną się bestsellerem, nie wejdą do kanonu, ani nie nikt nie zabierze się za ich ekranizacje, ale są na tyle dobre że warto poświęcić te kilka godzin na ich przeczytanie. Tym bardziej, że mało jest powieści, które próbują "ugryźć" temat z drugiej strony barykady.

 


 

Recenzja została umieszczona również na stronie:

nakanapie

 

sobota, 16 lipca 2011, alexeikaumanavardze

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: , *.play-internet.pl
2012/11/05 12:40:54
Witam

Chciałym napisać coś od siebie. Jest to moje zdanie i nikomu nie każę go podzielać. Niestety książką jest bardzo płytka - intelektualnie, opisowo i uczuciowo. Gdyby nie wyobraźnia czytelników, trudno byłoby cokolwiek z niej odnieść. Nie ma nawet co porównywać z takimi seriami jak "Władca Pierścien"i, czy "Pieśń lodu i ognia". Autor próbuje pisać zabawnie starając się wpleść drobne żarty czy ironiczny dowcip ale jakże mu do tego daleko. W tej książce można znaleźć wszystko - potwory, ogry, krasnoludy, smoki, jaszczury, rybie nacje, ludzi, a jeśli ludzi to i zamki i konspiracje ale nie można tego wszystkiego zmieścić na kilkuset stronach pisanych wielkim drukiem. Co z tego wyszło? Finałowa bitwa została opisana na kilku stronach (nawet nie kartkach) a przeczytanie jej zajmuje 4 minuty. Niby napisana dziecinnie ale żeby nie było zbyt infantylnie - trup ściele się gęsto a śmierć opisane mniej więcej tak - okazało się, że złamał mu kręgosłup" albo "uderzeniem maczugi wyrwał mu nogę". Kolejna rzecz - połowa książki napisana jest w języku ogrów czyli - "ty zjeść smok" albo "co ty mieć w głowa"? od razu piszę że nie są to cytaty z książki ale styl jest identyczny. Naawet nie ma się czasu przywiązać do bohaterów bo ni weimy co przeżywają, jak myślą - opisane wyłączniie tylko co robią i jakie czynności wykonują. Czuję się lekko ogłupiony przez tą książkę - okradziony z czasu, i nauki czegoś nowego. Jeśli ktokolwiek przeczyta to co napisałem zanim wziął do ręki tę książkę - niche ponownie rozpatrzy czy naprawdę warto.